Archiwum dla: Grudzień, 2012

Help is on the way! …my ass.

przez , 09.gru.2012, w Prepping/Przygotowania, Survival/Przetrwanie, Zagrożenia

Słucham sobie radia. Leci melodyjna, rockowa piosenka. Bardzo mi się podoba aż… zaczyna się refren zdaniem: „Help is on the way”. Największa ściema naszego życia. Próbowaliście kiedyś wezwać pogotowie albo interwencję policji? Owszem, ratownicy i posterunkowi są bardzo sympatyczni, rozumiejący i chętni do pomocy, ale zanim zostaną wysłani na miejsce, trzeba wykłócić się z dyspozytornią, że tak, faktycznie potrzebna jest fachowa pomoc, bo ja co najwyżej mogę ofiarę losu zastrzelić w akcie miłosierdzia. Kłótnia z człowiekiem po drugiej stronie telefonu zajmuje dwa razy więcej czasu, niż przyjazd ambulansu i akcja ratownicza razem! I to w normalny, słoneczny dzień! A jeśli będzie powódź? Albo huragan? Przecież już się w Polsce zdarzyły…

Trzeba raz, a dobrze wyrzucić z głowy myśl o wezwaniu wsparcia. Jesteśmy zdani na siebie. Jeśli czegoś nie umiemy zrobić, to siedzimy po uszy w gównie. Nie ważne: naprawa auta, pierwsza pomoc, nawigacja, walka wręcz, strzelectwo… Idź na jakiś kurs. Im więcej wiedzy masz w głowie, tym większe masz szanse na przeżycie. I nie chodzi mi o wiedzę z serialów medycznych ani gier przeglądarkowych. Innych gier komputerowych też.

Aha, i żeby ktoś nie próbował zaczynać z „a w Ameryce to jest inaczej rozwiązane i dobrze działa…” Ok, działa nieźle dla ludzi posiadających polisę. Dzwonią wtedy na pogotowie danego szpitala, podają numer polisy i natychmiast wysłana jest do nich karetka. Czy dotrze na czas, to już inna historia. W Polsce też można wykupić sobie polisę danej firmy lekarskiej. Prywatne karetki jeżdżą po ulicach.

A jak coś się spieprzy, to wszystko równo stoi w korku po horyzont. Choćby ten pierwszy śnieg, który w tym roku na szczęście sypnął w październiku i w sobotę. Pamiętam przebijanie się przez piątkowe popołudniowe korki, żeby zdążyć do serwisu przed 18.

Pamiętam też zeszłoroczny pierwszy śnieg. Połowa października, chyba czwartek. Zaczęło prószyć koło południa. Ludzie kończący pracę po 16 przejeżdżali samochodem w ciągu 5 godzin odcinki na normalne pół godziny. Miałam to szczęście, że tego dnia pojechałam do centrum autobusem- mogłam spokojnie wrócić na piechotę do domu.

Pointa jest taka: działanie systemu to złudzenie. System od dawna leży martwym karaluchem. Wszystko się kręci siłą rozpędu dawno nieoliwionych mechanizmów. Coraz częściej zdarzają się zacinki. Kiedy posypie się na dobre, przetrwają najsilniejsi. Idź coś potrenować.

4 komentarze :, , , więcej...

Bug-Out Bag (B.O.B.), plecak/torba ucieczkowa

przez , 08.gru.2012, w Prepping/Przygotowania

Inne hamerykańskie nazwy: „boil-out bag”, „grab bag”, „battle box”, „get-out-of-dodge (GOOD) bag”, „personal emergency relocation kit (PERK)”,  „72h kit”. Z polskich znam tylko: plecak ucieczkowy oraz torba rychłej ucieczki (TRU). Oba wyzwalają we mnie negatywne skojarzenia (ucieczka-odwrót-klęska). Osobiście wolę myśleć o moim bobie jako „plecaku ewakuacyjnym”. Ewakuacja brzmi bardziej… taktycznie. :P

Mniejsza o nazwę. Taki plecak ma zapewnić nam środki do przeżycia 72 godzin po tym, gdy z jakiegoś powodu będziemy musieli wyruszyć natychmiast. Za to z medycznego punktu widzenia takie ciągłe obciążenie nie może przekroczyć 30% masy ciała. Dokładną wartość trzeba sobie policzyć samemu.

Plecak taki zawiera:

  1. 5 litrów wody na 72h (1,5l na każdą dobę + higiena), jeśli przenosimy mniej, koniecznie trzeba mieć filtr do recyklingu płynów, to już 5kg;
  2. apteczka (spersonalizowana dla użytkownika, ale na pewno z opatrunkami, środkami na zatrucia, przeciwbólowymi, antybiotykami, folią NRC), środki higieny osobistej, powiedzmy, że tylko 0,5kg
  3. jedzenie na trzy dni, najlepsze są suszone rzeczy, bo nie wymagają dodawania wody do gotowania, żeby były w ogóle przyswajalne, w przeciwieństwie do liofilizatów oraz są bogatsze w wartości odżywcze od MRE (Meal Ready to Eat), będzie z 3kg;
  4. rozpalanie ognia, najlepiej 3 sposoby (np. zapałki, zapalniczka i…), coś do gotowania na tym ogniu (choćby stalowy kubek o,5l), będzie 0,5kg;
  5. coś na schronienie: płachta/namiot/hamak, poncho/płaszcz przeciwdeszczowy, śpiwór,  będzie w sumie 5kg;
  6. mapy, kompas, broń/nóż/maczeta; (noszę nóż wszędzie, bo nóż to narzędzie)
  7. lina/paracord (10-100m), ziplocki, karabińczyki, w sumie 1kg;
  8. latarka, świeczki, baterie;
  9. jakiś dowód tożsamości, gotówka;
  10. zapasowa, ciepła odzież;
  11. różne inne rzeczy ułatwiające nam przetrwanie i minimalizujące psychiczny wpływ sytuacji kryzysowej, np. słodycze, ulubiona książka, jakiś szczęśliwy breloczek, itp.

…czyli przynajmniej 15kg.

Ręka do góry, kto sprawdzał, ile przejdzie dziennie z takim obciążeniem. Mnie wyszło 12-15km dziennie bez spiny (wyspać się, zjeść śniadanie, spakować się, iść na przełaj bez dróg- nawet gruntowych- znaleźć dobre miejsce na obóz, zbudować szałas, przygotować porządną kolację…). Gdybym szła dłużej niż 6 godzin na dobę, narzuciła cięższe tempo, mogłabym podwoić ten dystans. Ale żeby mi się chciało, musiałaby mnie gonić horda zombie przynajmniej. No, ja to wiem. A Wy?

Uwaga! Plecak ewakuacyjny to kwestia bardzo indwidualna. Trzeba parę razy przećwiczyć ewakuację z plecakiem na weekend, żeby wiedzieć, czego konkretnie potrzebujemy. I należy przeprowadzić trening w różnych porach roku.

Aha, no i każdy punkt na tej liście powinien doczekać się osobnego opracowania, ale nie wszystko naraz. :)

3 komentarze :, , , , , więcej...

Zasada trójki/ trójek/ trzech/ 3

przez , 04.gru.2012, w Survival/Przetrwanie

To najważniejsza zasada survivalu, od której się z jakichś powodów nie zaczyna rozmowy o survivalu. Nie rozumiem, dlaczego? W każdym razie oto ona:

1. Człowiek może przeżyć 3 minuty bez powietrza.
2. Człowiek może przeżyć 3 godziny bez schronienia.
3. Człowiek może przeżyć 3 dni bez wody.
4. Człowiek może przeżyć 3 tygodnie bez jedzenia.

To była ta podstawowa zasada. Niektórzy dodają jeszcze:

5. Człowiek może przeżyć 3 miesiące bez miłości.
6. Człowiek powinien mieć zawsze 3 plany: zasadniczy, awaryjny i zapasowy.

A teraz wyjaśnienie:

Ad. 1. Pamiętacie zakończenie „Ultimatum Bourne’a”? Główny bohater wpada do rzeki, dryfuje nieruchomo zapewne twarzą w dół (trzy inne sceny), po czym spokojnie odpływa. O takich trzech minutach mówi zasada. W czasie szamotania, wyplątywania się z wodorostów, walki… ten czas znacznie się skróci. Można go także sobie wydłużyć w czasie kursów płetwonurkowych. Podobno. Nie sprawdzałam. Papiery SCUBA są nadal na mojej liście do zrobienia.

Ad. 2. Nie, nie trzeba od razu budować schronienia, wychodząc na dwudniowy majowy bushcraftowy spacerek. Chodzi o sytuacje podbramkową, w końcu są to zasady survivalu. W południe na pustyni z gołą głową masz trzy godziny życia. Po wpadnięciu do przerębli masz trzy godziny na znalezienie się w szałasie/ziemiance/chatce i rozpalenie ognia albo umrzesz. I tak, wygrzebywanie się z przerębli wlicza się w ten czas. Chociaż nawet w niby nieekstremalnych temperaturach istnieje ryzyko śmiertelnego wyziębienia organizmu z powodu nieodpowiedniej odzieży. Po to tyle się trąbi o dodatkowym (suchym) swetrze w plecaku.

Ad. 3. W Europie nie ma lasu, z którego nie da się wyjść w ciągu doby, idąc mniej więcej w jednym kierunku. Jeśli się zgubimy, nabawimy jakiejś kontuzji albo cokolwiek innego, nie trzeba od razu szukać źródła wody. Szczególnie, jeśli nie mamy warunków do przegotowania jej. Zamiast szukać wody, lepiej zbudować schronienie (szczególnie na noc) lub kontynuować marsz. Można przy szałasie zrobić skraplacz rosy itp. Woda na prawdę może poczekać do rana.

Ad. 4. Trzy tygodnie to uśredniona informacja. Do obliczeń przyjmuje się, że 0,5kg tłuszczu w ciele to 3500kcal do spalenia (czyli doba dużego wysiłku fizycznego). Ile masz tłuszczu w ciele? Nie wiesz? Kup sobie wagę mierzącą jego zawartość procentową w Twojej masie. Możesz wtedy monitorować przybieranie i ubywanie masy oraz mieć świadomość czy ta zmieniająca się masa to mięśnie czy tłuszcz. Przykład: 10kg tkanki tłuszczowej to ok. 20 dni życia z własnych cielistych zapasów (no, plus woda). Oczywiście, przy takiej kompletnej totalnej głodówce dochodzi do skurczu żołądka (ciężko to odkręcić), zastoju jelit oraz niedoboru witamin i mikroelementów. Należy jeść coś, cokolwiek, w porywach do kory brzozowej czy młodych igieł włącznie, żeby zapewnić ciągłość procesu trawienia mimo, że to też zużywa cenne kalorie. Ludzkie ciało przestawia się na spalanie tłuszczu w czasie głodówki dopiero po trzech dniach (rodzaj bezpiecznika ewolucyjnego). Dostarczając organizmowi niezbędnych witamin, można przeżyć na własnych zasobach bardzo długo, znacznie ponad te trzy tygodnie.

Ad. 5. Dodanie tej zasady przypisuje się nieżyjącemu już survivaliście Ronowi Hoodowi. Chodzi o to, że człowiek jest zwierzęciem stadnym. Jeśli chce zachować swoje człowieczeństwo, musi wchodzić w interakcje z innymi osobnikami z gatunku. Jeśli dłużej niż przez trzy miesiące nie znajdzie nikogo do posiedzenia przy ognisku i pogadania, zatraca siebie i żyje dalej wyłącznie opierając się na instynkcie samozachowawczym, co wydaje się bezcelowe. Autentycznie: nie ma dla kogo żyć.

Ad. 6. To reguła popularna wśród wojskowych i preppersów. Chodzi o to, że jak banalne zadanie by nie było, należy przygotować przynajmniej trzy warianty wykonania tego zadania: zasadniczy, awaryjny i zapasowy. Nawet jadąc w odwiedziny do znajomego, który mieszka na drugim brzegu rzeki, należy zaplanować: pierwotną trasę podróży przez most A, w razie wypadku/korku/remontów dostępny jest most B, a gdy niebo spada nam na głowy (wszystkie mosty są zablokowane, powódź, wojna, ogólny chaos) można użyć promu kursującego przez rzekę 20km w górę rzeki. Ale żeby tego promu użyć, trzeba wiedzieć, że istnieje, trzeba za wczasu przemyśleć możliwości.

No, trochę się rozpisałam, ale to ważne podstawowe zagadnienie. Zanim przejdziemy do popisywania się rozpalaniem ognia czy czegokolwiek innego, trzeba wyjaśnić że, LUDZKIE CIAŁO JEST NIESAMOWITĄ MASZYNĄ O WIELKICH MOŻLIWOŚCIACH. Wystarczy się przyjrzeć/wczytać, żeby to odkryć. Dlatego gadżeciaże mają marne szanse na przetrwanie- zużyją/zgubią/zepsują jedną ze swoich zabawek i już są ugotowani, bo od razu się poddali. A ja (my?) przeżyję z pustymi rękoma, bo tak. To tylko kwestia nastawienia.

Zostaw komentarz :, , , , , , więcej...