Archiwum dla: Październik, 2013

24 tygodnie do gotowości. Tydzień 5B. Zadanie

przez , 30.paź.2013, w Prepping/Przygotowania

ZADANIE: wyznaczyć cel ewakuacji, tzw. BOL- Bug-Out Location.

Autor całego tego cyklu zrobił też krótki poradnik „Jak wybrać cel ewakuacji?” plus skrót telegraficzny ze wskazówek:

  • raczej nie nastawiaj się na ewakuację do czyjegoś domu, zwłaszcza jeśli nie jest to ktoś, kto ma ochotę się przygotowywać na gorsze czasy tak, jak i Ty – bo będziesz musiał przygotować sprzętu i zaopatrzenia dla dwóch rodzin, nie dla jednej,
  • jeśli Ty lub Twoja rodzina macie już gdzieś działkę za miastem, rozważ ją w pierwszej kolejności, jako że jest to nieruchomość, która już jest w Waszych rękach,
  • jeśli nie masz takiego miejsca, póki co lepiej zaplanować ewakuację do kogoś do domu, niż nie myśleć o niej w ogóle,
  • docelowo raczej musisz nabyć taką nieruchomość i przystosować ją do swoich celów,
  • a najlepiej przenieść się tam na stałe,
  • a przynajmniej przenieść się na co dzień w takie miejsce, z którego łatwo będzie uciec do Twojego celu ewakuacji.

Osobiście jestem jeszcze na tym etapie życia, że nie mam dzieci ani zwierzaków. Działki za miastem, a tym bardziej wybudowanego domu, też nie. Owszem, moja rodzina posiada dużo ziemi, ale dwa województwa od mojej obecnej lokalizacji. W razie jakiegoś totalnego końca świata zdecydowanie będę chciała tam dotrzeć, ale to jest piechotą 60 godzin drałowania. Z dużym obciążeniem, przez lasy i z daleka od wsi zajmuje przynajmniej tydzień. Wykonalne, ale traktuję tą lokację jako ostateczność. Co nie oznacza, że nie znam trasy na pamięć- z dobrymi szlakami, złymi szlakami, miejscówkami na nocleg i takimi, od których należy trzymać się z daleka. :)

Na miejscu mam tylko kilka lokacji we władaniu teściów i ich krewnych. Rozrzucone w przypadkowych miejscach po całym mieście. I wyłącznie w obrębie miasta. Już widzę oczyma wyobraźni tę dwudziestokilometrową (w linii prostej, palcem po mapie) wyprawę w wojenno- madmaxowej scenerii po dziadka i wujka z żonką i dwójką dzieciaków…  Podobno nie przesadza się starych drzew, dlatego nie wiem, jak miałabym ich wszystkich przekonać do preppingu. Tzn. mam teorię, na której oparłam plan uświadamiania tej rodziny, ale robię na tyle małe postępy, że jestem pewna- nie zdążę, zanim coś konkretnego się zdarzy. I w razie ewakuacji mogą mi powiedzieć, że oni nie chcą uciekać, zostają i cześć. I będę musiała staruszków zostawić.

Jako para rozglądamy się za „idealną” działką 30-50 km od miasta. Puki co zbieramy na umeblowanie domu znajdującego się najdalej od centrum z dostępnych, już istniejących lokacji.  Tę okolice znamy jak własną kieszeń, kilka ulic dalej mamy przyjaciół.

W dalszej perspektywie spróbujemy tak pokierować naszymi karierami, żeby wynieść się na te 50km na stałe. Co może się okazać trudne.

To chyba wszystko na razie. Do następnego! :)

Zostaw komentarz :, , , , , , , , , więcej...

24 tygodnie do gotowości. Tydzień 5A. Zakupy

przez , 30.paź.2013, w Prepping/Przygotowania

Przyśpieszamy cykl. Lista u autora cyklu wygląda następująco:

  • 5 litrów wody na osobę,
  • 2 duże puszki (słoiki) owoców na osobę,
  • 2 puszki (słoiki) warzyw konserwowych na osobę (groszek, kukurydza, papryka marynowana, ogórki kiszone, co kto lubi),
  • 4 rolki papieru toaletowego na osobę,
  • smycz i uprząż / kontener transportowy / mała klatka dla każdego Twojego zwierzęcia domowego.

I znowu: nie mam zwierzaków. Od puszkowanych owoców wolę suszone. Zostało mi to z wycieczek w góry. :) Za to zdecydowanie popieram pomysłodawcę jeśli chodzi o papier toaletowy: nie powinien być najtańszy, żeby dało się nim zastąpić np. chusteczki higieniczne, ale też nie najdroższy, pachnący różami, bo alergicy mogą być na to uczuleni, a poza tym taki chemiczny zapaszek irytuje.

No, to teraz lista zrobionych zakupów:

  • morele suszone 500g 18,99 zł
  • żurawina suszona 400g 21,99 zł
  • groszek kons. 400g (240g) 3,19 zł
  • fasola kons. 400g (240g) 4,25 zł
  • kiełki kons. 200g 4,65 zł
  • papier toaletowy 8,29 zł
  • 5l woda źródlana 155mg/l 1,99 zł

Razem: 63,35 zł.

Za to pojawił się u mnie problem: skład chemiczny suszonej wołowiny, którą tolerowałam, uległ zmianie. Teraz mnie wysypuje i swędzi. Wygląda na to, że nie mogę już jeść nawet produktów z krajów nadbałtyckich. Jestem w kropce. Będę musiała zacząć suszyć własnoręcznie. Nie jest to trudne. Wygląda bardzo podobnie do suszenia grzybów. Zajmiemy się tym w T7B. :)

A dla ewentualnych niecierpliwych (albo desperacko szukających sobie wymówki przed zniczową wędrówką ludów) wrzucam linki:


http://prawdziwypreppers.wordpress.com/2012/11/21/przygotowywanie-zywnosci-na-czas-kryzysu-zywnosc-dlugoterminowa-cz-ii-suszenie/
czyli blog, dzięki któremu trafiłam do źródła:


http://rugala.pl/blog/2010/12/suszenie-miesa/
czyli oryginalnego wpisu na blogu podróżniczym.

To do następnego! :)

Zostaw komentarz :, , , , , , , więcej...

24 tygodnie do gotowości. Tydzień 4B. Zadanie

przez , 27.paź.2013, w Prepping/Przygotowania

T4B upływa pod znakiem kontynuacji remanentu. I zgodnie z ideą „nowoczesnego survivalu” ma dwa zastosowania: przygotowanie na pomniejsze katastrofy oraz wstęp/całościowe wykonanie świątecznych porządków. A świąt teraz będzie cała seria: 1 listopada, 11 listopada, 6 grudnia, 25 grudnia, 1 stycznia, itd.

Z kawalerką można się uporać w jeden weekend. Z tzw. M4 już nie bardzo, raczej będą potrzebne dwa weekendy, nawet przy pomocy domowników. Jeśli chodzi o dom jednorodzinny, szczególnie starego typu rodziny wielopokoleniowej, to mogiła… :) Żartuję. Domy zagracone nowinkami technicznymi z epoki prababci są tak na prawdę dużo lepiej przygotowane, niż te „młode” z dopracowaną listą prepsów i czytelnym podziałem szafek. Często mają kominek, w którym można piec/gotować. Na drewnie. Mają takie wynalazki jak prodiż, czasem ręczono-nożną maszynę do szycia, jeśli młodsze pokolenia jeszcze jej nie spieniężyły… Po prostu przez narastanie sprzętu przez pokolenia, samoczynnie zapewniła się prepperski punkt z zasady trójek: narzędzie główne, zapasowe i awaryjne.

Ale do rzeczy. Lista prepsów i podział szafek. Założę się, że między innymi właśnie do tego miał się przydać notes z T3A. Chodzi o zrobienie list. Kilku. I moim zdaniem z daleka od komputera na wypadek awarii prądu, awarii/usmażenia dysku twardego, impulsu elektromagnetycznego albo jakiejś innej pomniejszej katastrofy.

Listy prepsów/zapasów dzielą się na:

  • lista żarcia
  • lista wody (i soków, mleka)
  • lista używek
  • lista chemii gospodarczej (od wybielacza do szczoteczki do zębów)
  • lista apteczna z podziałem na poszczególne apteczki
  • lista narzędzi
  • lista ubrań
  • lista sprzętu /inne/ (namiot, agregat, PMR, laptop…)

Nie zamierzam tu publikować detali, ale zrobię sobie takie listy od początku. Po tym małym końcu świata ma to sens. I jest dobrym sposobem na odwyk od „starej dobrej męskiej zasady” pt. „nie wyrzucać! przyda się!”. I potem mam wrażenie, że tonę pod stertą takich właśnie „przydasiów”…

Ale znowu odbiegam od tematu. Listy te można robić już w czasie porządkowania domu lub po, żeby tylko spisać zawartość i nie ryzykować wykreślania. System dowolny. Jednocześnie należy myśleć- i w czasie porządków, i w czasie spisu- o optymalizacji procedury składowania. O co chodzi, wyjaśnia przykład: dostajesz prezenty. Na urodziny, imieniny, rocznice, pod choinkę, czasem nawet bez okazji. Często są one wrzucone do ładnej, kolorowej torebki, którą chciałoby się gdzieś przetrzymać do ponownego użycia. Ale zdarza się to na tyle rzadko, że te torebki walają się w różnych lokacjach i kiedy chcesz użyć tej konkretnej, np. w różowe serduszka, to nie możesz jej znaleźć. Za to trafiasz na samochodziki, kwiatuszki, koniki… Przy okazji remanentu w domu można się zająć sprawą torebek na prezenty. I czapek, i rękawiczek bez pary, i sznurków, i włóczek, i nitek z igłami… Jasne, nie? :)

A teraz część druga, chyba główniejsza. Apteczki c.d. trochę pobieżnie, ale na pewno będę do tego wracać. Więc tak w telegraficznym skrócie. :) ZADANIE: przeczytać uważnie poniższy elaborat, w razie potrzeby zrobić notatki i porównać zawartość swojego samochodu z tym, co poniżej. I w razie potrzeby uzupełnić o to, co uważacie za potrzebne.

Apteczka samochodowa. W Polsce w świetle przepisów nie jest wymagana w samochodach osobowych (które nie służą do zarobkowego przewozu osób), tylko zalecana. Obowiązkowa jest nieprzeterminowana gaśnica i trójkąt ostrzegawczy z homologacją. Co innego w sąsiednich krajak UE, jak Niemcy, Czechy czy Litwa. Ale zgodnie z postanowieniami Konwencji Wiedeńskiej (nie Genewskiej ;)) obowiązują Cię przepisy kraju, w którym samochód jest zarejestrowany, a nie tego, w którym się znajdujesz w danej chwili.

Generalnie w UE wyposażenie apteczki samochodowej jest regulowane przez niemiecką normę DIN 13-164. Jej skład jest minimalistyczny, choć wystarczająca. Nie umiem po niemiecku, ale w internetach zawartość jest podawana jednogłośnie:

  • 1 szt. opatrunek indywidualny G
  • 1 opak. plastry 10×6 cm (8 szt.)
  • 1 szt. plaster 500×2,5 cm
  • 2 szt. opaska elastyczna 6 cm
  • 3 szt. opaska elastyczna 8 cm
  • 2 szt. chusta opatrunkowa 40×60 cm
  • 1 szt. chusta opatrunkowa 60×80 cm
  • 3 szt. kompres 10×10 cm
  • 3 szt. opatrunek indywidualny M
  • 2 szt. chusta trójkątna
  • 1 szt. nożyczki 14,5 cm
  • 4 szt. rękawice lateksowe preferuję nitrylowe, bo są hipoalergiczne i dużo wytrzymalsze
  • 1 szt. koc ratunkowy 160×210 cm
  • 1 szt. instrukcja udzielania pierwszej pomocy
  • czasem też jest dodawane: 2 szt. chusteczka dezynfekująca/alkoholowa/

Zaraz, zaraz… Opatrunek indywidualny G? Albo M? Co to ma być i gdzie to dostać?! Otóż, to jest bezmyślnie zostawione z niemieckiego. Czyli:

  • opatrunek typu G to kompres o wymiarach 12/10 cm położony na kawałek bandaża
  • opatrunek typu M to kompres o wymiarach 10/8 cm położony na kawałek bandaża

Innymi słowy można to obskoczyć polskimi opatrunkami indywidualnymi W (wodoodporny- taki zielony, produkowany głównie dla wojska i OC) albo A (pyłoszczelny- biały, w papierze, na rynek cywilny) 11x10cm. Albo sprowadzać niemieckie. :)

Czego w niemieckiej apteczce brakuje (tutaj jest dobry artykuł, nie, nie sponsorują mnie):

  • maska/aparat do sztucznego oddychania- bo całować swojego faceta mogę, ale kogoś obcego, zakrwawionego, spoconego i często obrzyganego… nie, dziękuję! to obrzydliwe i niehigieniczne!- jest wiele rodzajów takich masek, mają duży rozrzut cenowy i różny stopień higieny- nie ma tej najlepszej :)
  • latarka- bo 90% dróg krajowych jest nieoświetlona
  • zbijak do szyb- bo nie jesteś hardcore’owym koksem, żeby ratować ludzi „z dyni”
  • nóż do pasów- wygląda jak otwieracz do piwa, ma okrągły, szeroki i tępy czubek, żeby nikogo nie dźgnąć w czasie uwalniania- wygląda różnie: tak, tak, tak albo jeszcze inaczej :) powyższe trzy rzeczy mogą być jednym wielofunkcyjnym narzędziem :)
  • kamizelka odblaskowa- żółta czy pomarańczowa, to nie ważne- za to można zastanowić się nad ilością, bo to chyba np. w Austrii jest tak, że trzeba mieć po jednej kamizelce dla każdego człowieka w aucie. To może być któryś inny zachodni kraj, teraz nie pamiętam, ale przepis jest i skądś się wziął. :)

Za to zakazuje się przewożenia w apteczce samochodowej wszelkich leków, ponieważ: A. wahania temperatury od -20*C do +30*C powodują zmiany w składzie chemicznym; B. podane leki bezreceptowe np. przeciwbólowe zaczynają działać po 30+ minutach, czyli mniej więcej w momencie przyjazdu karetki (do wypadków drogowych dyspozytornia kieruje ambulans chętniej niż do złamanej miednicy w środku miasta, więc czas oczekiwania jest podobny), i ich działania mogą uniemożliwić przeprowadzenie zabiegów, np. aspiryna rozrzedza krew, która potem słabiej krzepnie.

Nawet jeśli chodzi o środki do dezynfekcji, zdania są podzielone ze względu na pkt A. Za to wszyscy są zgodni, że żadnych butelek, szczególnie szklanych, żeby przypadkiem nie zapaskudziły nam reszty apteczki. Jak dezynfekcja, to nasączonymi fabrycznie chusteczkami pakowanymi pojedynczo w folię.

Jeśli chodzi o opakowanie na apteczkę, to też zdania są podzielone. Jedni grzmią, że ma być sztywne, szczelne pudełko, wyraźnie oznakowane jako apteczka. Drudzy mówią, że może być czymkolwiek, byleby spełniało swoją rolę (ochrona środków opatrunkowych przez czynnikami zewnętrznymi). A ja trzymam się wniosku wyciągniętego z historii powszechnej: białe krzyże przyciągają wrogi ogień, czyli bliżej mi do drugich. Szczególnie, że z własnego doświadczenia wiem, że jeśli widzę rannych, to rzucam się na pomoc. A jeśli sama jestem ranna i nie umiem sama sobie pomóc, jestem trupem. Bo ludzie boją się pierwszej pomocy- albo nie umieją, albo boją się pogorszyć sprawę. Całe życie z idiotami… Nie chcesz się do nich zaliczać, to idź na kurs pierwszej pomocy. I nie bój się pomagać. ;)

O apteczce turystycznej i ewakuacyjnej na razie tylko wspomnę, bo tak na prawdę stanowią wybór środków z apteczki domowej i zapasu środków opatrunkowych, ew. wzbogacone o niektóre rzeczy z samochodu.

Co do EDC… to kiedyś nosiłam apteczkę, taką mini-mini, w tornistrze. Potem w torebkach zajmowała miejsce na tyle skutecznie, że ją wyrzuciłam. Żyjemy w Polsce! W polskich miastach! Tu na każdym rogu jest apteka! Nie lepiej zaopatrzyć się w dodatkowy zapas gotówki, np. 20zł, zamiast taszczyć ze sobą leki i opatrunki, wystawiając je na różne, czasem ekstremalne temperatury? Apteczka w EDC ma sens w zachodnich miastach, gdzie apteki trzeba trochę szukać, nie u nas. Przynajmniej w mojej rzeczywistości. Co innego w górach albo w lesie. :)

To chyba wszystko na razie. Zróbcie listy. Sprawdźcie samochód. I pamiętajcie, że mimo niemieckiej normy, zawartość apteczek jest kwestią indywidualną. To do następnego! :)

Zostaw komentarz :, , , , , , więcej...