24 tygodnie do gotowości. Tydzień 4B. Zadanie

przez , 27.paź.2013, w Prepping/Przygotowania

T4B upływa pod znakiem kontynuacji remanentu. I zgodnie z ideą „nowoczesnego survivalu” ma dwa zastosowania: przygotowanie na pomniejsze katastrofy oraz wstęp/całościowe wykonanie świątecznych porządków. A świąt teraz będzie cała seria: 1 listopada, 11 listopada, 6 grudnia, 25 grudnia, 1 stycznia, itd.

Z kawalerką można się uporać w jeden weekend. Z tzw. M4 już nie bardzo, raczej będą potrzebne dwa weekendy, nawet przy pomocy domowników. Jeśli chodzi o dom jednorodzinny, szczególnie starego typu rodziny wielopokoleniowej, to mogiła… :) Żartuję. Domy zagracone nowinkami technicznymi z epoki prababci są tak na prawdę dużo lepiej przygotowane, niż te „młode” z dopracowaną listą prepsów i czytelnym podziałem szafek. Często mają kominek, w którym można piec/gotować. Na drewnie. Mają takie wynalazki jak prodiż, czasem ręczono-nożną maszynę do szycia, jeśli młodsze pokolenia jeszcze jej nie spieniężyły… Po prostu przez narastanie sprzętu przez pokolenia, samoczynnie zapewniła się prepperski punkt z zasady trójek: narzędzie główne, zapasowe i awaryjne.

Ale do rzeczy. Lista prepsów i podział szafek. Założę się, że między innymi właśnie do tego miał się przydać notes z T3A. Chodzi o zrobienie list. Kilku. I moim zdaniem z daleka od komputera na wypadek awarii prądu, awarii/usmażenia dysku twardego, impulsu elektromagnetycznego albo jakiejś innej pomniejszej katastrofy.

Listy prepsów/zapasów dzielą się na:

  • lista żarcia
  • lista wody (i soków, mleka)
  • lista używek
  • lista chemii gospodarczej (od wybielacza do szczoteczki do zębów)
  • lista apteczna z podziałem na poszczególne apteczki
  • lista narzędzi
  • lista ubrań
  • lista sprzętu /inne/ (namiot, agregat, PMR, laptop…)

Nie zamierzam tu publikować detali, ale zrobię sobie takie listy od początku. Po tym małym końcu świata ma to sens. I jest dobrym sposobem na odwyk od „starej dobrej męskiej zasady” pt. „nie wyrzucać! przyda się!”. I potem mam wrażenie, że tonę pod stertą takich właśnie „przydasiów”…

Ale znowu odbiegam od tematu. Listy te można robić już w czasie porządkowania domu lub po, żeby tylko spisać zawartość i nie ryzykować wykreślania. System dowolny. Jednocześnie należy myśleć- i w czasie porządków, i w czasie spisu- o optymalizacji procedury składowania. O co chodzi, wyjaśnia przykład: dostajesz prezenty. Na urodziny, imieniny, rocznice, pod choinkę, czasem nawet bez okazji. Często są one wrzucone do ładnej, kolorowej torebki, którą chciałoby się gdzieś przetrzymać do ponownego użycia. Ale zdarza się to na tyle rzadko, że te torebki walają się w różnych lokacjach i kiedy chcesz użyć tej konkretnej, np. w różowe serduszka, to nie możesz jej znaleźć. Za to trafiasz na samochodziki, kwiatuszki, koniki… Przy okazji remanentu w domu można się zająć sprawą torebek na prezenty. I czapek, i rękawiczek bez pary, i sznurków, i włóczek, i nitek z igłami… Jasne, nie? :)

A teraz część druga, chyba główniejsza. Apteczki c.d. trochę pobieżnie, ale na pewno będę do tego wracać. Więc tak w telegraficznym skrócie. :) ZADANIE: przeczytać uważnie poniższy elaborat, w razie potrzeby zrobić notatki i porównać zawartość swojego samochodu z tym, co poniżej. I w razie potrzeby uzupełnić o to, co uważacie za potrzebne.

Apteczka samochodowa. W Polsce w świetle przepisów nie jest wymagana w samochodach osobowych (które nie służą do zarobkowego przewozu osób), tylko zalecana. Obowiązkowa jest nieprzeterminowana gaśnica i trójkąt ostrzegawczy z homologacją. Co innego w sąsiednich krajak UE, jak Niemcy, Czechy czy Litwa. Ale zgodnie z postanowieniami Konwencji Wiedeńskiej (nie Genewskiej ;)) obowiązują Cię przepisy kraju, w którym samochód jest zarejestrowany, a nie tego, w którym się znajdujesz w danej chwili.

Generalnie w UE wyposażenie apteczki samochodowej jest regulowane przez niemiecką normę DIN 13-164. Jej skład jest minimalistyczny, choć wystarczająca. Nie umiem po niemiecku, ale w internetach zawartość jest podawana jednogłośnie:

  • 1 szt. opatrunek indywidualny G
  • 1 opak. plastry 10×6 cm (8 szt.)
  • 1 szt. plaster 500×2,5 cm
  • 2 szt. opaska elastyczna 6 cm
  • 3 szt. opaska elastyczna 8 cm
  • 2 szt. chusta opatrunkowa 40×60 cm
  • 1 szt. chusta opatrunkowa 60×80 cm
  • 3 szt. kompres 10×10 cm
  • 3 szt. opatrunek indywidualny M
  • 2 szt. chusta trójkątna
  • 1 szt. nożyczki 14,5 cm
  • 4 szt. rękawice lateksowe preferuję nitrylowe, bo są hipoalergiczne i dużo wytrzymalsze
  • 1 szt. koc ratunkowy 160×210 cm
  • 1 szt. instrukcja udzielania pierwszej pomocy
  • czasem też jest dodawane: 2 szt. chusteczka dezynfekująca/alkoholowa/

Zaraz, zaraz… Opatrunek indywidualny G? Albo M? Co to ma być i gdzie to dostać?! Otóż, to jest bezmyślnie zostawione z niemieckiego. Czyli:

  • opatrunek typu G to kompres o wymiarach 12/10 cm położony na kawałek bandaża
  • opatrunek typu M to kompres o wymiarach 10/8 cm położony na kawałek bandaża

Innymi słowy można to obskoczyć polskimi opatrunkami indywidualnymi W (wodoodporny- taki zielony, produkowany głównie dla wojska i OC) albo A (pyłoszczelny- biały, w papierze, na rynek cywilny) 11x10cm. Albo sprowadzać niemieckie. :)

Czego w niemieckiej apteczce brakuje (tutaj jest dobry artykuł, nie, nie sponsorują mnie):

  • maska/aparat do sztucznego oddychania- bo całować swojego faceta mogę, ale kogoś obcego, zakrwawionego, spoconego i często obrzyganego… nie, dziękuję! to obrzydliwe i niehigieniczne!- jest wiele rodzajów takich masek, mają duży rozrzut cenowy i różny stopień higieny- nie ma tej najlepszej :)
  • latarka- bo 90% dróg krajowych jest nieoświetlona
  • zbijak do szyb- bo nie jesteś hardcore’owym koksem, żeby ratować ludzi „z dyni”
  • nóż do pasów- wygląda jak otwieracz do piwa, ma okrągły, szeroki i tępy czubek, żeby nikogo nie dźgnąć w czasie uwalniania- wygląda różnie: tak, tak, tak albo jeszcze inaczej :) powyższe trzy rzeczy mogą być jednym wielofunkcyjnym narzędziem :)
  • kamizelka odblaskowa- żółta czy pomarańczowa, to nie ważne- za to można zastanowić się nad ilością, bo to chyba np. w Austrii jest tak, że trzeba mieć po jednej kamizelce dla każdego człowieka w aucie. To może być któryś inny zachodni kraj, teraz nie pamiętam, ale przepis jest i skądś się wziął. :)

Za to zakazuje się przewożenia w apteczce samochodowej wszelkich leków, ponieważ: A. wahania temperatury od -20*C do +30*C powodują zmiany w składzie chemicznym; B. podane leki bezreceptowe np. przeciwbólowe zaczynają działać po 30+ minutach, czyli mniej więcej w momencie przyjazdu karetki (do wypadków drogowych dyspozytornia kieruje ambulans chętniej niż do złamanej miednicy w środku miasta, więc czas oczekiwania jest podobny), i ich działania mogą uniemożliwić przeprowadzenie zabiegów, np. aspiryna rozrzedza krew, która potem słabiej krzepnie.

Nawet jeśli chodzi o środki do dezynfekcji, zdania są podzielone ze względu na pkt A. Za to wszyscy są zgodni, że żadnych butelek, szczególnie szklanych, żeby przypadkiem nie zapaskudziły nam reszty apteczki. Jak dezynfekcja, to nasączonymi fabrycznie chusteczkami pakowanymi pojedynczo w folię.

Jeśli chodzi o opakowanie na apteczkę, to też zdania są podzielone. Jedni grzmią, że ma być sztywne, szczelne pudełko, wyraźnie oznakowane jako apteczka. Drudzy mówią, że może być czymkolwiek, byleby spełniało swoją rolę (ochrona środków opatrunkowych przez czynnikami zewnętrznymi). A ja trzymam się wniosku wyciągniętego z historii powszechnej: białe krzyże przyciągają wrogi ogień, czyli bliżej mi do drugich. Szczególnie, że z własnego doświadczenia wiem, że jeśli widzę rannych, to rzucam się na pomoc. A jeśli sama jestem ranna i nie umiem sama sobie pomóc, jestem trupem. Bo ludzie boją się pierwszej pomocy- albo nie umieją, albo boją się pogorszyć sprawę. Całe życie z idiotami… Nie chcesz się do nich zaliczać, to idź na kurs pierwszej pomocy. I nie bój się pomagać. ;)

O apteczce turystycznej i ewakuacyjnej na razie tylko wspomnę, bo tak na prawdę stanowią wybór środków z apteczki domowej i zapasu środków opatrunkowych, ew. wzbogacone o niektóre rzeczy z samochodu.

Co do EDC… to kiedyś nosiłam apteczkę, taką mini-mini, w tornistrze. Potem w torebkach zajmowała miejsce na tyle skutecznie, że ją wyrzuciłam. Żyjemy w Polsce! W polskich miastach! Tu na każdym rogu jest apteka! Nie lepiej zaopatrzyć się w dodatkowy zapas gotówki, np. 20zł, zamiast taszczyć ze sobą leki i opatrunki, wystawiając je na różne, czasem ekstremalne temperatury? Apteczka w EDC ma sens w zachodnich miastach, gdzie apteki trzeba trochę szukać, nie u nas. Przynajmniej w mojej rzeczywistości. Co innego w górach albo w lesie. :)

To chyba wszystko na razie. Zróbcie listy. Sprawdźcie samochód. I pamiętajcie, że mimo niemieckiej normy, zawartość apteczek jest kwestią indywidualną. To do następnego! :)

:, , , , , ,

Odpowiedz