Tag: orientację

Instynkt

przez , 18.sty.2013, w Survival/Przetrwanie

Nie chodzi mi tu o tzw. damski instynkt dotyczący uczuć i nastrojów drugiej strony. Chodzi mi o coś nieuchwytnego, pewien talent do przeczuwania, który posiada każdy człowiek. Można go rozwijać w różnych kierunkach albo całkiem zagłuszyć cywilizacją informacyjną. Spora część kobiet przez pokolenia faktycznie szła w stronę wyczuwania nastrojów, więc tak się utarło. Ale jest przecież coś takiego jak instynkt przetrwania oraz instynkt stadny przejmujący kontrolę nad człowiekiem w sytuacjach krytycznych.

Natomiast o czym chciałam napisać, to występujący u bardzo małej grupy ludzi instynkt nawigacyjny. Rozwinął się np. u mnie mimo, że jestem kobietą. Chociaż uważam, że płeć nie ma nic do rzeczy- znałam gościa, rodowitego Warszawiaka, który gubił się w metrze! Nigdy nie trafiał do właściwego wyjścia na powierzchnię i zawsze musieliśmy biegać dookoła stacji.

Ale odbiegam od tematu. Instynkt nawigacyjny pozwala użytkownikowi znajdywać miejsca, w których nigdy jeszcze nie był, na wyczucie- nosem. Ciężko to wytłumaczyć słowami, bo to się czuje tak podskórnie. Piszę o tym teraz, bo niedawno miał miejsce sztandarowy przykład działania i.n. Mój facet postanowił przetestować nawigację swojego smartfona w terenie. Wiedzieliśmy już, że w terenie zabudowanym radzi sobie bardzo dobrze, nawet pod metalowym dachem samochodu (chyba powinnam napisać czołgu). Miał maksymalny rozrzut 3m. Było oczywiste, że w dziczy poradzi sobie gorzej (ręczne, drogie GPSy też tak mają), ale o ile?

Książę poszukał sobie na mapie ładnego lasu, wybrał jakiś bezdyskusyjny punkt docelowy (tym razem był to kirkut), pojechaliśmy do lasu wg jego wskazówek, zaparkowaliśmy przy leśniczówce. Nie widziałam mapy na oczy. Nawet na kompas nie popatrzyłam. Poszliśmy wg odczytu z telefonu mniej więcej w jednym kierunku przez 30-45minut. Potem zaczęliśmy kręcić się w kółko, bo smartfon pokazywał „to gdzieś tu”. Dookoła rozciągał się las podobny jak 500m dalej. Facet, jak łatwo można przewidzieć, zdenerwował się na głupie urządzenie i już chciał wracać obrażony na cały świat. Ale nie po to jechałam kawał drogi do ładnego lasu, żeby grzecznie podążać za męskimi fochami. Przyjechaliśmy znaleźć kirkut i swoim zwyczajem uparłam się wykonać zadanie. Bez podglądania mapy, kompasu czy innej nawigacji wybrałam kierunek. Ruszyliśmy. Znając swoją tendencję do odbijania w prawo o jakiś 1 stopień kątowy względem obranego azymutu, po 15om odbiłam w lewo. Po kolejnych 150m trafiliśmy na kirkut. Zrobiłam kilka malowniczych zimowych fotografii. I poszliśmy do samochodu.

Jak wytłumaczyć, że w całkowicie obcym mi terenie (o dziwo tego lasu jeszcze nigdy nie zwiedziłam) trafiłam do nieznanego mi punktu tak na nosa? Szczęście? A jakoś w totka nigdy nie wygrałam, kiedy jeszcze grałam. Gdybym była takim dzieckiem szczęścia, byłabym już milionerką.

W jakiś niezbyt wyjaśnialny sposób czułam, w którą stronę trzeba iść. Czułam cel. To jest właśnie instynkt nawigacyjny, szkolony od małego.

1 komentarz :, , , , , , więcej...